Z okazji nowo rozpoczynającego się cyklu Vision Quest w Polsce, mając zaszczyt być jego współinicjatorem, chcę podzielić się z Wami wiedzą o tej antycznej, mistycznej praktyce inicjacyjnej, mającej za zadanie nadanie życiu kierunku. Marzenie o rozpoczęciu Vision Quest w Polsce zrodziło się u mnie już podczas pierwszej podróży do Ameryki, kiedy to wraz z moim partnerem uczestniczyliśmy w takiej inicjacji w społeczności Fuego Sagrado Itzachilatlan (Świętego Ognia Wysokich Niebieskich z Atlanty). W tradycyjnych przekazach rozpoczęcie takiej działalności w nowym miejscu na ziemi nazywa się obudzeniem rodziny. Od tego momentu minęły zaledwie trzy lata, a przygotowania do Vision Quest Poland idą pełną parą.
Oryginalna nazwa tej praktyki to Hanbalchia, dosłownie „płacz za wizją”. Nazwa ta mówi nam o charakterze i głębi tej pracy, polegającej na czterodniowym odosobnieniu. W tradycji Indian Lakota akt odosobnienia jest nazywany również „wejściem na górę” podczas którego uczestnicy nie jedzą ani nie piją, a wspierający ich uczestniczą w codziennych pracach i śpiewach w obozowisku.
Oddalając się od codzienności zaprzyjaźniamy się z ciszą, samotnością i pustką, które nas sprawdzają. Sprawdzają gdzie na siłę naddajemy rzeczywistości znaczeń i do czego się zmuszamy, a gdzie nie pozwalamy na pełne wyrażenie prawdy. Gdy zostaniemy sami ze swoimi myślami i emocjami i nie mamy możliwości ucieczki od istotnych transformujących doświadczeń i rozmyślań na temat swojego istnienia, post zmusi nas do głębokiej pracy w labiryncie, jaki sami sobie ukuliśmy. My – zarówno jako jednostki i jako społeczeństwo.
Siedząc w milczeniu człowiek uczy się nowych języków – języków natury, uczy się też na nowo słuchać siebie. W trudnych warunkach, bez schronienia i w osamotnieniu każdy zostaje oczyszczony ze swoich wyobrażeń o sobie samym, pychy, żalów, obwiniania innych jak i własnego poczucia winy. Często dopiero po powrocie uświadamiamy sobie jak ściśle nasze życie związane jest z naturą. Uczestnik z upływem czasu przekonuje się, że zabrane mu zostały ostatnie pewniki, które miały go czynić niezłomnym. Oczyszczony został nawet z energii, która nigdy nie pozwalała mu się zatrzymać i docenić tego, czego uczy się teraz szanować, jak i zaśmiać się z tego, czemu przypisał ogromną „ważność” w swoim życiu. Wolny od iluzji, lekki i radosny powraca do obozowiska cieszyć się nową jakością swojego życia.
Visioner, bo tak często się go nazywa, wraca co rok, aż ukończy wszystkie cztery Hanbalchie. Wtedy jego dojrzałość jest uhonorowana wręczeniem ceremonialnej fajki. Taki dostojny osobnik jest gotowy stąpać po ziemi i być częścią zdrowego, wrażliwego i świadomego społeczeństwa.
Serdeczne pozdrowienia!