Mówi się o niej czasem „szachy na lodzie”, gdyż wymaga doskonałej strategii i precyzyjnego wykonania. Stosowność takiego porównania zauważymy natychmiast w czasie oglądania meczu.
Mówi się, że Polacy uwielbiają sporty zimowe. Potwierdza to burzliwy rozwój narciarstwa w ostatnich latach. Już co piąty Polak potrafi jeździć na nartach. Pozostałe dyscypliny zimowe nadal czekają na swoich amatorów. Niektóre z nich, tak jak curling, miałyby spore szanse na zaistnienie, gdyż oferują wspaniałą zabawę, są bezpieczne i nie wymagają specjalnych wyrzeczeń. Mogą je uprawiać praktycznie wszyscy.
Gra przełamująca lody
Curling jest grą dla dżentelmenów, nie ma tu miejsca na rozmaite szwindle, do jakich, niestety, przyzwyczailiśmy się, obserwując inne dyscypliny sportowe. W meczach o niższą stawkę sędziowie są niepotrzebni. Spotyka się ich tylko na zawodach najwyższej rangi. To gra, która dostarcza mnóstwa emocji nie tylko zawodnikom, ale również obserwującym zawody kibicom. „Nie potępiam miłości do piłki, ale po co od razu tworzyć stereotypy oglądających je mężczyzn? Ja też lubię sport, ale wybieram dyscypliny, które są ciche i spokojne. Oglądam więc curling, czyli kule na lodzie. Tu nikt się nie bije, nie pije alkoholu i nie krzyczy” – napisał przed dwoma laty dla „Dziennika” Marek Kondrat, powszechnie znany z wyjątkowo dobrego gustu. Pozory jednak mylą, i znakomity aktor trochę nie docenił tego sportu. Otóż curling jest chyba najbardziej towarzyską grą sportową wymyśloną przez człowieka. W zawodach niższej rangi zdarza się, że zawodnicy piją alkohol nawet w trakcie meczów, i nie traktuje się tego jako czegoś nagannego. Niektóre organizmy wymagają rozgrzania po dłuższym pobycie na lodowisku, a poza tym sprzyja to nawiązywaniu kontaktów.
Uczciwość jest elementarną zasadą w grze, a dobre wychowanie nakazuje oklaskiwać udane zagranie rywali i nie okazywać radości, gdy popełnią błędy. Bardzo ciekawym zwyczajem jest, że po zakończeniu meczu obie drużyny idą do pubu i tam zwycięzcy zawodów stawiają pokonanym umówione trunki. Można dzięki temu powiedzieć, że w tym sporcie tak naprawdę nie ma przegranych.
Finezja sunącego kamienia
Zasady gry są bardzo proste. Na lodowym torze o długości 45 m wypuszcza się granitowe kamienie, które sunąc po lodzie, powinny zatrzymać się jak najbliżej środka tarczy (zwanej domem), namalowanej na końcu toru. W drużynie jest czterech zawodników, każdy wypuszcza dwa kamienie. Po oddaniu naprzemiennych rzutów przez wszystkich zawodników sprawdza się, czyje kamienie są bliżej środka tarczy. Za każdy kamień będący bliżej od najlepszego kamienia rywali drużyna zyskuje punkt. W całym meczu rozgrywa się zazwyczaj 11 takich tur rzutów, czyli partii.
Owalny, płaski granitowy kamień używany w grze waży prawie 20 kilogramów. Musi być wykonany z bardzo starych, niezwykle wytrzymałych granitów (starszych od fałdowań alpejskich), wydobywanych z dna morza u wybrzeży Szkocji. Jest on specjalnie oszlifowany w celu zmniejszenia tarcia. Zestaw kamieni – 16 sztuk – na naszym rynku kosztuje ponad 30 tys. złotych.
Nieodzownym, bardzo charakterystycznym elementem wyposażenia stosowanym w grze są specjalne miotły, którymi zawodnicy szczotkują lód przed sunącym kamieniem, dzięki czemu zmniejsza się tarcie i rotacja kamienia, a zwiększa długość suwu. Dopełnieniem stroju curlera jest jeszcze dres i buty ze specjalnymi nakładkami teflonowymi, zwiększającymi poślizg przy wykonywaniu rzutów, oraz gumowymi, dzięki którym zawodnicy szczotkujący nie ślizgają się po lodzie.
Szkoci zakazują, piękna Carmen wyzwala…
Jak przystało na sport dżentelmenów, curling chlubi się bogatą i piękną historią. Początki nie były łatwe. Dochodziło do tego, że średniowieczni sportowcy musieli działać w konspiracji, jako że ówczesne władze zakazywały uprawiania tego sportu. Mówił o tym m.in. sławny edykt szkockiego parlamentu z 1457 roku, zabraniający gry w piłkę nożną i curling.
Politycy ówcześni uważali bowiem, że niewinne zabawy odciągają ludzi od ćwiczeń w strzelaniu i szermierce, umiejętności bardziej przydatnych w toczonych wtedy wojnach. Poza tym budziły ponoć zbyt żywe emocje wśród graczy i kibiców.
Do dziś trwają spory, gdzie narodził się ten sport, gdyż pretensje do niego zgłaszają Szkoci i Holendrzy. Obie strony dysponują świadectwami wybitnych twórców opiewających tę miłą ludziom rozrywkę. Holendrzy mają obrazy Pietera Breughela starszego „Myśliwi na śniegu” i „Pejzaż zimowy z łyżwiarzami i pułapką na ptaki” z 1565 roku, na których widać graczy z kamieniami, Szkoci natomiast chwalą się poematem Henry’ego Adamsona z 1638 roku, w którym opisane są początki curlingu i golfa w ich ojczyźnie. Kulturotwórczą rolę pełni curling także obecnie. W Kanadzie powstał inspirowany nim musical „Gold on Ice”, serial telewizyjny oraz film komediowy „Men with brooms” (Faceci z miotłami) Paula Grossa z Leslie Nielsenem w roli głównej. Grze tej poświęcono także odcinek popularnej kreskówki „Simpsonowie”. Kilka miesięcy temu na 63. Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Locarno nagrodę dla najlepszego reżysera otrzymał Kanadyjczyk Denis Côté za film „Curling”. W sporcie tym znajdują fantastyczne możliwości twórcy zajmujący się zawodowo fotografią. Szczególnie znane są prace fotoreporterki Anny Arce, która jako pierwsza dostrzegła niezwykłą urodę curlerek. Odbyły się sesje zdjęciowe o lekkim zabarwieniu erotycznym z udziałem takich zawodniczek jak Ludmiła Priwiwkowa, Jekaterina Gałkina, Melanie Robillard, Daniela Jentsch.