zachwyt, inspiracja, pragnienia, zmysł, smak, ciekawość, zapach, pożądanie, piękno

Tanger – na styku Europy i Afryki

Burzliwa historia i wyjątkowe położenie uczyniły z tego marokańskiego portu miejsce niezwykłe. Założony w starożytności, prawdopodobnie przez Berberów, przechodził następnie z rąk do rąk, stając się własnością fenicką, rzymską, germańską, bizantyjską, a wreszcie arabską. Arabowie przez wiele wieków wykorzystywali położony nad Cieśniną Gibraltarską Tanger jako doskonałą bazę wypadową do najazdów na Półwysep Iberyjski. Nic więc dziwnego, że ich kultura głęboko zakorzeniła się w tym mieście, pozostawiając po sobie charakterystyczny układ medyny, czyli starego miasta z tradycyjnym placem targowym, zwanym dziś Grand Socco. Wpływy arabskie widać również w specyficznej architekturze, na którą składają się, obok białych prostopadłościennych budynków, poprzedzielanych wąskimi uliczkami, także liczne ozdobne pałace i meczety. Z wysokich minaretów tych ostatnich po całej Zatoce Tangerskiej roztacza się w porach modlitw wołanie muezina. 
Od innych arabskich miast Tanger odróżniają jednak wyraźne wpływy europejskie, pochodzące z początków XX w., kiedy o ten strategiczny punkt na mapie świata rywalizowały Francja i Hiszpania. Ostatecznie w 1923 r.
państwa te przekształciły Tanger w wolne miasto, zapoczątkowując jego złotą erę. Skuszeni specyficznym klimatem i licznymi swobodami, ściągali tu wtedy awanturnicy, poszukiwacze przygód oraz przedstawiciele artystycznej bohemy z całego świata. Wśród najbardziej znanych znaleźli się amerykański pisarz Paul Bowles, projektant mody Yves Saint-Laurent, malarz Henri Matisse, pisarz Truman Capote i dramatopisarz Tennessee Wiliams. Miasto straciło nieco ze swego kosmopolityzmu w 1956 r., kiedy Maroko ogłosiło niepodległość i odzyskało kontrolę nad tym portem, wciąż jednak można tu poczuć atmosferę minionych czasów.
Dziś Tanger to przede wszystkim jeden z najpopularniejszych marokańskich kurortów i miasto pełne zabytków. Zwiedzanie warto zacząć od kazby, czyli twierdzy górującej nad starym miastem. Najważniejszym jej budynkiem jest Dar el-Makhzen, dawny pałac sułtanów, w którym obecnie mieści się Muzeum Sztuki Marokańskiej. Znaleźć w nim można bogate zbiory strojów, dywanów, wyrobów ceramicznych, biżuterii i instrumentów muzycznych. Warto zwrócić uwagę na pięknie zdobiony dziedziniec muzeum, pokryty mozaikami i otoczony zdobioną płaskorzeźbami kolumnadą. Historię Tangeru możemy też poznać w pałacu dawnej ambasady amerykańskiej. Oprócz historycznych map i mebli, znajdują się tam liczne dzieła amerykańskich, francuskich i marokańskich malarzy. Zabytkiem najpełniej świadczącym o mieszaninie wpływów arabskich i brytyjskich jest kościół św. Andrzeja, którego ściany pokrywają efektowne mozaiki. Ciekawostką jest tu wypisana po arabsku na ścianie za ołtarzem modlitwa „Ojcze nasz”.
Arabskie stare miasto Tangeru otoczone jest przez Ville Noueve, czyli część europejską, pełną kawiarń, hoteli i restauracji. Warto zajrzeć do tutejszej galerii Delacroix, organizującej ciekawe wystawy, i zatrzymać się na chwilę w Grand Cafe de Paris, kawiarni o ponad 90-letniej tradycji, która swego czasu była najmodniejszym z tangerskich lokali. Starą i nową część miasta łączy Grand Socco, czyli typowy suk (plac handlowy), na którym można kupić dosłownie wszystko. Warto przy okazji pamiętać, że tradycją krajów arabskich jest każdorazowe targowanie się.
Warto również odwiedzić okolice miasta. Ze wzgórz, na których położony jest Tanger, rozpościera się piękny widok na zatokę, szczególnie o zachodzie słońca. Koniecznie trzeba również udać się na wycieczkę na przylądek Spartel, czyli najdalej wysunięty w morze punkt północno-zachodniego wybrzeża Afryki. Znajduje się tu latarnia morska z XIX w., a także słynna Grota Herkulesa z otworem kształtem przypominającym kontur Afryki. Nie można też zapomnieć o spędzeniu popołudnia na tangerskich plażach. Oprócz opalania i kąpieli możemy tu odwiedzić liczne kluby, położone wzdłuż promenady, lub uczestniczyć w jednym z wielu odbywających się na plaży koncertów.
Nie można opuścić Tangeru, nie zakosztowawszy tutejszych smakołyków. Marokańska kuchnia oddaje całe bogactwo kulinarne świata arabskiego. Można tu więc spotkać takie potrawy jak kuskus, tadżin (duszone mięso z warzywami) i harira (pikantna zupa z soczewicy). Leżące na styku kultur miasto czerpało również z wpływów rodem z Andaluzji (oliwki, oliwę, orzechy, owoce i zioła), a dzięki arabskim podróżom na Daleki Wschód popularne stały się również przyprawy z Indonezji. Na to wszystko nałożyły się zwyczaje kulinarne wprowadzone przez Francuzów w XX w., dlatego tutejsze śniadanie składa się zazwyczaj z kawy z mlekiem i słodkiego rogalika. Warte spróbowania są marokańskie, niezwykle słodkie, desery. Najsłynniejsze to naleśniki smażone w głębokim tłuszczu, podawane z miodem lub kaab el ghzal – rogalik nadziewany pastą migdałową i polany lukrem. Do tego herbata miętowa (ataj) lub filiżanka czarnej, mocnej kawy.


Niektórzy tańczą gdy coś w nich umiera. Inni płaczą. Efekt jest ten sam, a potem go nie ma. Są pustki tak gotowe by się napełnić, że okradają nas z przyjemności dawania. Każdego dnia wybija godzina, którą w pełni odczujesz tylko raz. Wielka Radość jest drogowskazem.

W zasadzie powinienem dokończyć rozpoczętą w poprzednim numerze opowieść o Azji, gdzie po przygodach w Malezji, na wyspie Langkawi i w Wietnamie, w Sajgonie, poleciałem do Tajlandii, ale pomyślałem sobie, że raz, co za dużo to niezdrowo, dwa, sam Bangkok to za mało, żeby napisać fajnie o tym kraju.